Fiskalizm „po bandzie”

Na początek krótka chronologia wydarzeń.

  1. Lato 2017, urząd skarbowy rozpoczyna kontrolę skarbową. chodzi o drabinkę VAT-owską (ktoś, gdzieś na początku łańcucha dostaw nie odprowadził VAT-u i teraz na celowniku są wszyscy, którzy sobie go odliczali).
  2. Urząd orzeka o zabezpieczeniu i w jego ramach dokonuje zajęcia rachunku bankowego, zajęte środki zostają przelane na rachunku organu podatkowego z gdzie z dyspozycją art. 165 § 2 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.
  3. Po prawie roku działania bez rachunku, podatnik zgłasza wniosek o otwarcie postępowania układowego w czerwcu 2018, sąd restrukturyzacyjny uchyla zajęcie organu skarbowego i następnie otwiera postępowanie układowe.
  4. Dopiero w styczniu 2019 (po prawie pół roku) organ uchyla swoje zajęcia i odblokowuje rachunek, jednak zajętych pieniędzy nie zwraca tłumacząc, że postanowienie sądu nie zobowiązywał go do tego.
  5. Po bezskutecznej wymianie pism z US, w marcu złożony zostaje wniosek o wykładnię postanowienia o uchyleniu zajęcia.
  6. W maju 2019 roku sąd wydaje postanowienie, w którym jednoznacznie wyjaśnia, że uchylenia zajęcia oznacza obowiązek przelania zajętych środków do masy układowej.
  7. Organ w dalszym ciągu zwleka ze zwrotem zajętych środków. W lipcu 2019 roku sąd umarza postępowanie układowe z uwagi na powstałe po otwarciu postępowania zaległości względem kontrahentów dłużnika. Postanowienie o umorzeniu zostaje zaskarżone (nie uzyskuje przymiotu prawomocności).
  8. koniec stycznia 2020, sąd okręgowy uchyla postanowienie o umorzeniu. Czekamy na zwrot zajętych środków.

To co dla prawnika jest najbardziej uderzające w tej całej historii, to nieprzejednany opór organu skarbowego wobec oczywistego jakby się wydawało obowiązku nałożonego orzeczeniem sądu. Zupełnie absurdalne wydaje się tłumaczenie Naczelnika US, polegające braku zobowiązania do zwrotu zajętych środków w postanowieniu o uchyleniu zajęcia. Przyjęcie takiego stanowiska oznaczałoby uprawnienie skarbówki do zatrzymywania środków podatnika bez żadnej podstawy prawnej. W języku potocznym istnieją całkiem dosadne określenia takiego zachowania.

Warto również spojrzeć na tę historię nieco szerzej, jako jeden z przykładów zjawiska, o którym coraz słyszymy, to jest absolutnego prymatu fiskalizmu organów skarbowych nie tylko nad indywidulanym interesem podatnika (przedsiębiorcy), ale również nad zasadami praworządności. Z jednej strony skarbówka ustala przedsiębiorcom bardzo surowe reguły gry, a z drugiej sama ich nie przestrzega.

Owszem, należy zgodzić się, że ściągalność podatków jest niezmiernie ważna dla budżetu i szerzej Państwa jako dostawcy usług społecznych. Niemniej istotne jest jednak, aby podatnik wiedział, że posiada skuteczne instrumenty obrony przeciwko nieuprawnionym zakusom fiskusa. W opisywanej sprawie te instrumenty teoretycznie istniały, jednak organ podatkowy zwyczajnie nie chciał się do nich zastosować…